Aktualności

100 URODZINY MIESZKANKI ORLI PANI ALEKSANDRY DĘBORÓG-LELIGDOWICZ

13 października 2014 r. mieszkanka Orli Pani Aleksandra Dęboróg-Leligdowicz obchodziła setną rocznicę urodzin. Z tej okazji w Kaplicy pw. Błogosławionego Jana Pawła II i Matki Boskiej Częstochowskiej w Orli odbyła się msza święta w intencji Jubilatki. Po mszy wszyscy goście i licznie przybyła rodzina, udali się na przyjęcie urodzinowe. Nie obyło się bez gratulacji, kwiatów oraz prezentów. Prócz najbliższych, Panią Aleksandrę odwiedził Wójt Gminy Orla Piotr Selwesiuk, który w imieniu władz samorządowych Gminy Orla oraz w imieniu własnym, przekazał serdeczne gratulacje, życząc kolejnych lat w zdrowiu, w atmosferze miłości i wsparcia najbliższych.

Dodatkowo na ręce Jubilatki, Wójt przekazał listy gratulacyjne skierowane przez Premier Ewę Kopacz oraz Wojewodę Podlaskiego Macieja Żywno.

Ze wspomnień Jubilatki:
"Ja Aleksandra Dęboróg-Leligdowicz z domu Świecińska urodziłam się w roku 1914 dnia 13 października w Orli, w rodzinie robotniczej. Mój ojciec Aleksander był masarzem i prowadził tzw. wyszynk. Każdy mógł kupić tam wędliny, a chętni mogli usiąść i wypić, bo było czym przekąsić. Mama Stefania była krawcową, jej rodzina pochodziła z Brańska. Zaraz po urodzeniu mnie, moja rodzina tj. mama, starsza siostra, ja i dziadek ze strony mamy - Leopold Namietkiewicz, uciekaliśmy jako bieżeńcy do Rosji. W Rosji mieszkaliśmy w osiedlu niemieckim, gdzie poszłam do przedszkola i uczyłam się języka rosyjskiego i niemieckiego. Tam po I wojnie światowej odnalazł nas tato, który w czasie wojny trafił do niewoli niemieckiej. Tato przywiózł nas do Orli, gdzie mieliśmy swój dom i znów pracował jako masarz. Od dziecka po lekcjach i odrabianiu pod stołem przy świecy lub lampie naftowej prac domowych, pomagałam Ojcu w prowadzeniu sklepiku.

Z czasów swojej młodości najbardziej zapamiętałam dyscyplinę nałożoną przez ojca, który nie pozwalał nam się malować, ani kupować nowych ubrań. Mama szyła je nam i ubierała ukradkiem.

W czasie II wojny, jako umiejąca handlować, pracowałam u Niemców na skupie pierza, jaj i miodu. Przez pracę przy pierzu o mało nie dostałam astmy, lecz i tak skończyło się to wiecznym katarem. Miałam piękny głos, śpiewałam w szkole, w kaplicy i to mi zostało na całe życie. Grałam także na mandolinie i gitarze, podczas wspólnych wieczorów z koleżankami i kolegami. Miałam dryg do rysowania i malowania. Nauczyciel chciał, żebym poszła do Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, ale tato nie pozwolił. Wiedza zdobyta od przejezdnego malarza, który u nas się zatrzymał nie pozostała zapomniana, zaczęłam malować obrazy - pejzaże, kwiaty, zwierzęta i inne. Niezbyt wychodziły mi natomiast postacie i twarze.

Po wojnie wraz z Panem Piszczatowskim, założyliśmy spółdzielnię i otworzyliśmy sklep w Orli, gdzie podjęłam pracę. Spółdzielnia została przekształcona w GS, a ja pracowałam w sklepie, a potem w gospodzie. W wieku 33 lat wyszłam za mąż za chłopaka Jana Mieczysława Dęboróg-Leligdowicz z Hajnówki, który wrócił z niewoli niemieckiej, został sierotą, a rodzina go nie przyjęła. Razem przeżyliśmy 63 lata (owdowiałam w 2010 r.) Byliśmy bardzo dobrym małżeństwem. Mąż był wesołym człowiekiem - społecznikiem, strażakiem i kościelnym. Mam dwie córki, sześcioro wnucząt. Doczekałam się też jedenaściorga prawnucząt.

Historia mego życia jest długa, ciekawa, więc dużo z niej spisywałam w pamiętnikach i myślę, że kiedyś moi potomkowie ją przeczytają".

Poniżej zdjęcia z rodzinnego albumu Pani Aleksandry Dęboróg-Leligdowicz

Pani Aleksandra

Zdjęcie rodzinne od lewej Pani Aleksandra, Pani Helena - siostra Pani Aleksandry, Pan Aleksander - tato, Pani Stefania - mama

Zdjęcie ślubne Pani Aleksandry i Pana Jana Mieczysława Dęboróg-Leligdowicz





Created by raptorf22